Kategoria: Fantastyka

  • Elfy, alchemia i miłość, która przetrwa wszystko- „Quicksilver”

    Świat oszalał na punkcie „Quicksilvera” autorstwa Callie Hart, ale czy ta książka naprawdę jest tak przełomowa, jak twierdzą booktokerki? Mroczny świat fae, magia i śmiertelnie niebezpieczne intrygi – brzmi jak przepis na idealne romantasy. Jednak po lekturze mam niezwykle mieszane odczucia. Czy uległam instagramowej modzie, czy może dostałam tylko… kolejną kopię znanych hitów?

    • Tytuł: Quicksilver
    • Autor: Callie Hart
    • Gatunek: Romantasy
    • Moja ocena: 4,5/10

    Callie Hart zabiera nas do niebezpiecznego świata fae, gdzie magia miesza się z bezwzględną walką o przetrwanie i politycznymi spiskami. To opowieść o sekretach, lojalności i przekraczaniu granic w świecie, gdzie nikomu nie można ufać. Czy nowo powstałe przymierze zdoła przetrwać, gdy na szali leżą losy królestwa, a przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć? Poznaj historię, która oczarowała czytelników na całym świecie!

    Kiedy jakaś książka opanowuje całe media społecznościowe, podchodzę do niej z ogromną ekscytacją, ale i lekkim dystansem. Tak samo było z „Quicksilver” od Callie Hart. Obietnica mrocznego świata fae, intrygującej magii i klimatu, który ma nas całkowicie pochłonąć, sprawiła, że musiałam po nią sięgnąć. I muszę przyznać jedno – ta historia niesamowicie mocno mnie podzieliła.

    Zacznijmy od tego co wyszło świetnie: sam pomysł na fabułę jest naprawdę obiecujący. Autorka stworzyła fundamenty pod uniwersum, które ma ogromny, wręcz gigantyczny potencjał na kolejne tomy. Polityczne gierki, mroczna atmosfera i zasady rządzące tym światem potrafią wciągnąć i sprawić, że chce się wiedzieć więcej. Jako czyste fantasy, ta książka broni się naprawdę dobrze. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zaczynamy drapać pod powierzchnią.

    Przede wszystkim oryginalność, a raczej jej brak. Podczas czytania niemal bez przerwy miałam z tyłu głowy jedną myśl: „gdzieś to już czytałam”. Inspiracje absolutnymi hitami od Sarah J. Maas są tutaj tak uderzające i tak mocno rzucają się w oczy, że momentami trudno było mi przymknąć na to oko. Jeśli Callie Hart chce utrzymać nas przy tej serii na dłużej, w kolejnych częściach musi postawić na własną tożsamość, zamiast odtwarzać schematy, które wszyscy już doskonale znamy.

    Drugi zarzut to dla mnie absolutny cios w serce każdego fana romantasy: romans w tej książce po prostu kuleje. Między głównymi bohaterami kompletnie nie poczułam chemii. Zabrakło tych elektryzujących iskier, napięcia, które sprawia, że przewracamy strony z zapartym tchem, i tej magnetycznej więzi, która powinna spajać cała tę historię. Bez tego kluczowego elementu cała relacja wydała mi się po prostu płaska.

    „Quicksilver” to książka z ogromnym, niewykorzystanym potencjałem. To świetne fanstasy z ciekawym pomysłem na fabułę, ale niestety dość słabe romantasy. Jeśli przymkniecie oko na rzucające się w oczy kopie z książek Maas i nie nastawicie się na porywający wątek miłosny – możecie się przy tym całkiem dobrze bawić. Ja jednak czuję spory niedosyt i mam nadzieję, że w kolejnym tomie autorka rozwinie skrzydła. Jeśli chcecie przekonać się sami to sprawdźcie [w tym miejscu].

    ” Niekiedy, aby uniknąć poważniejszego bólu, musimy znieść mniejszy, który musi ktoś zadać.”

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Krwawa przeszłość, skrywana tajemnica i epicka miłość- „Ballada o spadających smokach”

    Niebo dosłownie wali się na głowę, sekrety z przeszłości ociekają krwią, a relacja, na którą czekamy z zapartym tchem, wystawia naszą cierpliwość na najcięższą próbę. „Ballada o spadających smokach” Sarah A. Parker to ponad 800 stron emocjonalnego rollercoastera. Czy drugi tom serii utrzymał genialny, mroczny klimat jedynki? Czy slow burn między Raeve a Kaanem w obliczu nadchodzącej apokalipsy wreszcie zapłonął żywym ogniem?

    • Tytuł: Ballada o spadających smokach
    • Autor: Sarah A. Parker
    • Gatunek: Romantasy
    • Moja ocena: 10/10

    Świat staje na krawędzi ostatecznej zagłady. Nadchodzące Księżycospadanie grozi unicestwieniem całych królestw, a czas na ratunek nieubłaganie ucieka. Kaan Vaegor desperacko próbuje zjednoczyć rozproszonych sojuszników, podczas gdy Raeve staje przed najtrudniejszym wyborem w swoim życiu. Rozdarta między niszczycielskim pragnieniem zemsty a budzącą się nadzieją na przyszłość, musi dotrzeć do najgłębszych, krwawych sekretów swojej przeszłości i legendy o smoku Slatrze.

    Jeśli myśleliście, że pierwszym tom poturbował bohaterów, to „Ballada o spadających smokach” całkowicie zresetuje Wasze pojęcie o literackim okrucieństwie. Ta książka dosłownie niszczy emocjonalnie- Sarah A. Parker wrzuca nas w sam środek globalnego kataklizmu, gdzie widmo Księżycospadania wisi nad światem jak wyrok. Autorka ponownie nie bierze jeńców. Tym razem stawka jest jednak o wiele wyższa, a polityczne, bezwzględne intrygi i milczenie dawnych sojuszników Kaana budują duszną atmosferę osaczenia i beznadziei. Z drugiej strony postać Raeve z rozdziału na rozdział coraz bardziej ukazuje wewnętrzne rozbicie między niszczycielską żądzą krwawej zemsty na oprawcach a poznaniem bolesnej prawdy o przeszłości Elluin Nevan i smoka Slatry. To nie jest przewidywalna bohaterka, która nagle staje się idealna – jej dzikość i frustrujące decyzje bolą tak samo, jak w pierwszym tomie jeżeli nie bardziej.

    Dla fanów wątku romantycznego mam jedną wiadomość: to wciąż jest genialny, rasowy slow burn, który momentami wręcz rani czytelnika. Kaan lawirując między próbą ocalenia swojego ludu i walką z wewnętrznymi wrogami, daje Raeve przestrzeń do zemsty i odnalezienia siebie. Ponowna bliskość między nimi rodzi się pośród traum, bólu i zapomnianych tajemnic.

    Parker po raz kolejny udowadnia, że potrafi planować intrygę. Kiedy powoli dokopujemy się do najgłębszych sekretów przeszłości Raeve, autorka zrzuca na nas takie bomby, że zakończenie po prostu zwala z nóg – człowiek dosłownie zbiera szczękę z podłogi! To, co dzieje się na ostatnich stronach, zostawia nas w kompletnym szoku, z sercem pękniętym na pół i kompletnym chaosem w głowie.

    „Ballada o spadających smokach” to genialne, choć emocjonalnie dewastujące rozwinięcie uniwersum. To opowieść o tym, że czasami, aby wywalczyć przyszłość, trzeba najpierw stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami z przeszłości. Jeśli kochacie mroczne romantasy, poturbowanych bohaterów i książki, które niszczą psychicznie, by na koniec zostawić Was w szoku – ten tom Was pochłonie. Sprawdźcie sami [w tym miejscu].

    „- Z największym szacunkiem – mruknąłem tak delikatnie, jakbym śpiewał kołysankę- ale łatwiej by ci poszło z przekonaniem świata, żeby przestał się kręcić, niż z przekonaniem mnie, żebym przedłożył swoje życie ponad twoje.”

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Alchemia, nekromancja, a w tle epicka miłość- „Alchemised”

    Czy idealne zakończenia w ogólne istnieją? „Alchemised” autorstwa SenLinYu to książka, która potrafi zachwycić, zmusić do zarywania nocek, a jednocześnie głęboko frustrować i ranić. To bezwzględne, mroczne fantasy z motywem alchemii. Jeśli szukacie historii pełnej trudnych wyborów, w której granica między dobrem a złem całkowicie się zaciera, a bohaterowie są tak poturbowani przez los, że ich szczęście ma twarz pełną blizn i traumy- ta recenzja jest dla was. Ale ostrzegam – tu nie ma miejsca na tanie fajerwerki.

    • Tytuł: Alchemised
    • Autor: SenLinYu
    • Gatunek: Dark fantasy
    • Moja ocena: 7,5/10

    W brutalnym świecie „Alchemised”, gdzie wojenna rzeczywistość nie oszczędza nikogo, Helena bezgranicznie poświęca się wyższym celom Wiecznego Płomienia. Stojący po przeciwnej stronie barykady, Kaine staje się częścią bezwzględnej machiny wojennej. SenLinYu serwuje bezkompromisowe dark fantasy o dwójce nieidealnych bohaterów uwikłanych w mroczną alchemię i moralne bagno, gdzie każda decyzja niesie za sobą potworne konsekwencje. To opowieść o cenie przetrwania, w której lojalność wobec własnych ludzi zmusza do przekraczania najcięższych granic, a rodzące się w mroku relacje zostaną wystawione na najcięższą próbę. Jaką cenę trzeba zapłacić za walkę o swoje ideały w świecie, który nie zna litości?

    Przejście przez „Alchemised” to dla czytelnika prawdziwa droga przez mękę – i to w obu znaczeniach tego słowa. Z jednej strony początek książki potrafi solidnie wymęczyć, zwłaszcza pierwsze rozdziały. Styl autorki bywa ciężki, gęsty od fachowych opisów procesów alchemicznych i teorii rządzących magią. Jednak dla mnie ten naukowy rygor szybko stał się plusem – zamiast ślepo podążać za tym jak coś po prostu działa, dostajemy wgląd w surową mechanikę mocy bohaterów. I kiedy ta historia w końcu rusza z kopyta… totalnie przepadłam. Zarywałam nocki, czytałam i słuchałam audiobooka w każdej wolnej chwili, kompletnie odcięta od rzeczywistości.

    Ta opowieść urzeka powolnym, niemal magnetycznym budowaniem napięcia, sekretami i ewolucją relacji między Heleną a Kainem. Metamorfoza Heleny to majstersztyk – jej wewnętrzne przemiany nie dzieją się pod wpływem impulsu, to naturalny, bolesny proces. Niestety, potrafiła też niesamowicie irytować swoim ślepym oddaniem Wiecznemu Płomieniowi. Jej fiksacja na punkcie sprawy sprawiała, że kompletnie nie dostrzegała oczywistego: to Kaine jako jedyny ryzykował absolutnie wszystkim, byle tylko ją ochronić.

    Sami bohaterowie są cudownie nieidealni. Oboje brodzą w moralnym bagnie – on robi potworne rzeczy dla zemsty i dla niej, ona poświęca niewinność dla ruchu oporu i ostatecznie dla niego. Niestety, w tym mroku zabrakło mi głębszej analizy relacji Kaine’a z Morrough – kilku nawet krótkich rozdziałów z perspektywy Namiestnika. Wpływ tyrana na mężczyznę został potraktowany zbyt powierzchownie – przez to moment, w którym Kain ostatecznie krzywdzi Helenę, wydaje się wręcz zbyt płytki o niedopowiedziany.

    Nie sposób także przejść do porządku dziennego nad momentem poczęcia Enid Rose. To potwornie brutalna, makabryczna chwila, na myśl o której wciąż się wzdrygam. Niby rozumiem zamysł braku wyboru w tej chwili, no ale jednak….tempo wybaczenia ze strony Heleny i sama brutalność tego aktu były dla mnie barierą nie do przeskoczenia.

    Największe rozczarowanie przynosi jednak sam finał. Po tak genialnym napinaniu struny przez cała książkę, pod koniec spodziewałam się spektakularnych fajerwerków i potężnego starcia alchemików. Zamiast tego wielkie zwycięstwo nad Morrough oglądamy z ostatnich rzędów, słuchając jedynie czytanego fragmentu gazety, co drastycznie odbiera końcówce impet. Chociaż patrząc ile bohaterowie wycierpieli, rozumiem pewien zamysł SenLinYu, aby odsunąć ich z pierwszego planu i zostawić innym troskę o przyszłość świata. Fenomenalnie pokazana zostaje także polityczno- społeczna refleksja. Autorka niesamowicie pokazuje, jak ludzkość potrafi obrzydliwie przekręcić historię. Ci, którzy oddali całe swoje życie, zostają potępieni i uznani za potworów, podczas gdy bierni obserwatorzy spijają śmietankę jako wielcy bohaterowie.

    Mimo ogromnego niedosytu związanego z finałem i paru fabularnych potknięć, „Alchemised” kupiło mnie swoim surowym realizmem. SenLinYu nie zaserwowała nam infantylnego „i żyli długo i szczęśliwie”. Pokazała, że z głębokich traum i blizn nie wychodzi się za pstryknięciem palca, a wywalczone szczęście bywa niezwykle kruche. To bolesna, trudna, ale niesamowicie magnetyczna książka, które na długo we mnie pozostanie. Przekonajcie się sami [w tym miejscu], czy także macie podobne odczucia.

    „Myślisz, że wybierasz, dla kogo walczysz, a tak naprawdę, to tylko dwie strony tego samego medalu”.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Smoki, przeznaczenie i epicka miłość? – „Kiedy wykluł się księżyc”

    Witajcie w świecie gdzie smoki umierając przekształcają się w księżyce widoczne na niebie, a wojna między królestwami podobno wisi na włosku. ” Kiedy wykluł się księżyc” Sarah A. Parker to pierwsza część cyklu „Spadające księżyce”, która porwie was w swoje ramiona już od pierwszych stron. To romantasy jest pełne brutalności, odkrywania siebie, wielkich tajemnic oraz skomplikowanych relacji.

    • Tytuł: Kiedy wykluł się księżyc
    • Autor: Sarah A. Parker
    • Gatunek: Romantasy
    • Moja ocena: 9,5/10

    Raeve to bezwzględna zabójczyni pracująca dla grupy buntowników. Przede wszystkim ma wykonywać rozkazy i nie dać się złapać. Jednak kiedy jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, trafia przed sąd Gildii Szlachty – wpływowych fae. Wtrącają ją oni do więzienia. Kaan Vaegor wiele lat temu stracił miłość swojego życia, i żeby zaleczyć swoje złamane serce wyrusza w podróż. Doprowadza go to do podziemi zamku, gdzie uwięziona została Raeve. Jak potoczą się ich losy? Czy przeznaczenie wygra?

    Sarah A. Parker stworzyła historię, która całkowicie wymyka się schematom. To mroczna, pełna zwrotów akcji powieść, w której piękno miłości miesza się z brutalną rzeczywistością świata. Raeve – główna bohaterka – wplątuje nas w totalny emocjonalny rollercoaster – jest dzika, nieokrzesana, uparta w swoich postanowieniach, czy to kogoś zabić, czy to kogoś nie pokochać. Odgradza się całkowicie murem od głębszych uczuć, co jest tak frustrujące…, ale kto nie chciałby tak jak ona od czasu do czasu odgrodzić się od bolesnych doznań. W tym wszystkim widać jak autorka niesamowicie dobrze zna się na psychice – bezbłędnie opisuje motywacje nawet tych najbardziej zepsutych bohaterów, ukazując traumę w czystej jej postaci.

    Urzekająca w tej książce jest także relacja bohaterów – totalny slow burn. Napięcie rośnie ze strony na stronę, jednak żadne z nich nie wykonuje tego pierwszego kroku. Aż ma się ochotę krzyczeć, żeby Raeve lub Kaan wykonali w końcu ten pierwszy krok. Autorka idealnie przedstawia ten tak brutalny świat z perspektywy ich miłości – nie ma tu miejsca na nagłe wybuchy uczuć, to gra pełna ostrożności, bolesnego przyciągania i starych niezabliźnionych ran.

    Sarah A. Parker tworząc świat w powieści, wykazała się dużą oryginalnością. Wymyśliła własną mitologię opartą na smokach, które gdy umierają zmieniają się w księżyce widoczne z ziemi. Wręcz rzuciło mnie to na kolana.

    Styl autorki jest dość specyficzny, może nie spodobać się każdemu. Używa ona ciężkiego, poetyckiego języka, nasyconego terminologią stworzoną na potrzeby cyklu.

    Parker wie jak budować napięcie. Kiedy już myślimy, że zagłębiliśmy się do najczarniejszych czeluści przeszłości Raeve, Kaana i innych, okazuje się, że czekają tam na nas kolejne fabularne bomby atomowe. Muszę jednak przyznać, mimo iż książka mnie urzekła, spodziewałam się większej akcji – więcej bitew. Sarah A. Parker bardzo wolno rozwija historię i skupia się mocno na wydarzeniach związanych z Raeve i Kaanem. Mimo wszystko książka jest genialna i zostanie ze mną na długo. Przekonajcie się sami [ w tym miejscu].

    ” – Jesteś stronniczy, panie. I być może zapominasz, że parę razy o mało cię nie rozpłatałam.

    – Nie jestem stronniczy. Ja mam, kurwa, obsesję – burknął, przyciągając mnie do siebie.”

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Walka o przetrwanie i narodziny nowej magii – „Uczennica Maga”

    Świat, w którym o pozycji kobiet decydują jej pochodzenie oraz uprzedzenia, a potężne, sąsiednie państwo tylko czeka na pretekst do najazdu. W tym wszystkim Tessia, w dość nieoczekiwany sposób odkrywa swój talent magiczny i zrywa z dotychczas przyjętym porządkiem. Czy powolny początek opłaca się przeczekać dla finałowej, pełnej napięcia wojny? Sprawdźmy.

    • Tytuł: Uczennica Maga
    • Autor: Trudi Canavan
    • Gatunek: Fantasy
    • Moja ocena: 8/10

    Młoda Tessia marzy o tym, aby w przyszłości leczyć i pomagać ludziom jak jej ojciec. Podczas jednego z wyjść do pacjenta jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy odkrywa w sobie potężną moc. Zostaje przyjęta na nauki do Maga Dakona, gdzie poznaje jego ucznia Jayana. W tym samym czasie w Sachace Steria przyjeżdża do domu swego ojca, pełna marzeń i nadziei na pomoc w prowadzeniu interesów. Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna i brutalna. Bohaterowie nie mają pojęcia, że wkrótce kruchy pokój między Kyralią i Sachaką przerodzi się w krwawą i brutalną wojnę. Tessia, Jayan i Steria zostaną zmuszeni do porzucenia wszystkiego w co do tej pory wierzyli, a ich wybory zapoczątkują zupełnie nową erę.

    Rozpoczynając czytanie „Uczennicy Maga” spodziewałam się porywającej historii o wielkich Magach i ich przygodach. Niestety z początku lekko się rozczarowałam, ale… było warto. Autorka pokazuje nam świat, który nie jest doskonały. Magowie są podzieleni i władają własnymi majątkami. To środowisko pełne klasowych podziałów i salonowych konwenansów.

    Książka rozpoczyna się dość niepozornie od opowieści o Tessi i jej pomocy ojcu w leczeniu chorych. Jednak w wyniku nieszczęśliwego wydarzenia w domu Maga Dakona odkrywa ona w sobie potężną moc i zostaje „zmuszona” do podjęcia nauki, gdyż inaczej jej moc może wymknąć się spod kontroli. Tam poznaje ucznia Jayana. To właśnie czytanie o ich drodze od nienawiści do przyjaźni trzymało mnie w ciągłym napięciu. Nie mogłam się doczekać kiedy Trudi Canavan w końcu pokaże w jakim kierunku zmierzy ich relacja, zwłaszcza, iż mieli oni do przełamania wiele uprzedzeń ( Tessia jest dziewczyną z prowincji, a Jayan pochodzi z wpływowego, bogatego rodu).

    Równolegle autorka przedstawia nam losy wychowanej w Elyne Sterii, która zamieszkuje ostatecznie w domu swego ojca w Sachace. Jej wątek jest zupełnie inny, gdyż na własnej skórze doświadcza jak brutalne i patriarchalne jest tamtejsze społeczeństwo, w którym rola kobiety sprowadzona jest głównie do rodzenia silnych magicznie potomków. Steria musi ukrywać swój talent i szybko uczy się jak przetrwać w świecie pełnym politycznych intryg i sekretów.

    Mimo iż pierwsza połowa książki rozwija się dość powoli – autorka poświęca wiele uwagi nauce magii, medycynie i codziennemu życiu w posiadłości – to jednak warto uzbroić się w cierpliwość. Mniej więcej w połowie wybucha wojna, a najeźdźcy wkraczają do Kyralii, używając przerażającej magii, akcja pędzi na złamanie karku.

    „Uczennica Maga” to świetna powieść fantasy, która stanowi prequel do trylogii „Czarnego Maga”. Pokazuje nam narodziny potężnych sojuszy, trudne początki nowego rodzaju magii i mroczne sekrety magii destrukcyjnej. Jeśli niestraszny Wam bardziej obyczajowy start, ta historia na pewno Was porwie. A jeśli tak jak ja chcesz od razu mieć na półce całą serię, najniższe ceny wszystkich tomów sprawdzisz [w tym miejscu].

    „- Myślałem, że jesteś po prostu kolejną dumną dziewczyną z prowincji – przyznał Jayan, nie patrząc na nią.

    – A ja myślałam, że jesteś nieznośnym snobem z miasta – odpowiedziała z lekkim uśmiechem Tessia – Wygląda na to, że oboje się myliliśmy.”

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Miłość, kłamstwa i mroczna magia Fae – „Dwór cierni i róż”

    Jeden błąd. Jeden strzał z łuku. Jedno złamane prawo. Feyra Archeron, niepiśmienna śmiertelniczka, zostaje zabrana do krainy Fae przez rogatą Bestię jako więźniarka. Lecz zamiast potwora poznaje dwór pełen przepychu, pięknych ogrodów różanych i spokojnego, dostatniego życia, ale także sekretów skrywanych pod maskami. To opowieść o księciu, który nie jest taki jaki się wydaje i o potworze, który uratuje świat?

    • Tytuł: „Dwór cierni i róż”
    • Autor: Sarah J. Maas
    • Gatunek: Fantasy/ Romantasy
    • Moja ocena: 9/10

    Przetrwanie ma swoją cenę, a głód nie wybiera. Dziewiętnastoletnia Feyra wie o tym najlepiej- by utrzymać przy życiu swoją rodzinę, co dzień ryzykuje życie w mroźnym lesie. Jedno zwolnienie cięciwy i zabicie potężnego wilka wydają się zbawieniem. Ale czy na pewno? Potwór był Fae, a prawo nieśmiertelnych jest bezwzględne: życie za życie. Uprowadzona przez rogatą Bestię, Feyra zostaje zmuszona do przekroczenia muru i zamieszkania w Prythianie – zdradzieckiej krainie magii, o której słyszała jedynie w legendach. Na Dworze Wiosny zamiast lochów i tortur zastaje jednak zapierających dech w piersiach przepych, piękno i dostatek, ale i… zabójczo przystojnego, skrytego za maską Tamlina. Nie wszystko jest takie kolorowe, jak się wydaje. Wśród dworzan widzi skrywany strach. Nad Prythianem wisi starożytny cień, a niepiśmienna, ludzka kobieta może okazać się jedyną osobą, która uratuje ich wszystkich.

    Kiedy sięgasz po „Dwór cierni i róż”, możesz odnieść wrażenie, że wchodzisz w dobrze znaną bajkę. Początek historii dziewiętnastoletniej Feyry zapowiada klasyczny retelling baśni o Poęknej i Bestii. Mamy tu skrajną nędzę, niebezpieczny las, jeden śmiertelny błąd i młodą dziewczyne, która w ramach kary zostaje zabrana do magicznej, pełnej niebezpieczeństw krainy Fae przez zamaskowaną Bestię. Jednak tym, co czyni tę książkę naprawdę wyjątkową, jest moment, w którym autorka decyduje się te różowe, bajkowe okulary brutalnie rozbić.

    Największym atutem powieści jest jej niesamowity klimat. Sielankowe ogrody Dworu Wiosny i romantyczne kolacje ustępują miejsca mrocznemu, pełnemu napięcia fantasy. Okazuje się, że w tym świecie miłość nie leczy ran jednym pstryknięciem palców, a pod pięknymi maskami kryją się niebezpieczne sekrety i strach przed nadchodzącym widmem.

    Sama Feyra to świetna, bardzo ludzka bohaterka. Nie jest idealną waleczną księżniczką- bywa szorstka, nieufna, popełnia błędy i nie potrafi czytać, co ogromnie wpływa na jej losy. Nie wygrywa bitew potężną magią, ale sprytem i czystą determinacją. Równie fascynujący są bohaterowie, których spotyka na swojej drodze: opiekuńczy, ale skomplikowany Tamlin oraz mroczny i nieprzewidywalny Rhysand. Sarah J. Maas genialnie bawi się motywem pozorów – w tej historii nie każdy jest tym kim się wydaje.

    W ogólnym rozrachunku to niezwykle wciągający wstęp do ogromnej serii, choć trzeba przyznać, że książka ma swoje grzechy. Pierwsza połowa rozwija się dość powolnie i momentami może nużyć monotonną codziennością na dworze. Warto jednak przetrwać ten spokojniejszy fragment, bo druga część całkowicie rekompensuje. Ostatnie 150 stron to już prawdziwy rollercoster, od którego nie sposób się oderwać. Jeśli szukasz historii, która potrafi zaskoczyć, a powolny start Cię nie przeraża – to idealny wybór na początek niesamowitej i niezapomnianej przygody. A jeśli tak jak ja chcesz od razu mieć na półce całą serię, najniższe ceny wszystkich tomów sprawdzisz [w tym miejscu].

    „Raduj się swoim ludzkim sercem, Feyro. Płacz nad nim, jeśli musisz. Ale nie pozwól mu pęknąć.”

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *