
Po domknięciu historii Feyry i Rhysanda przychodzi czas na potężne przetasowanie i zupełnie nowy rozdział w serii. „Dwór srebrnych płomieni” (część 1) przesuwa obiektyw na Nestę i Cassiana – dwójkę bohaterów z ogromnym bagażem traum i mnóstwem niedokończonych spraw. Czy przeniesienie ciężaru narracji wyszło tej książce na dobre, jak wypada odmieniona Nesta i dlaczego Rhysand budzi tu tak skrajne emocje?
- Tytuł: Dwór srebrnych płomieni część 1
- Autor: Sarah J. Maas
- Gatunek: Romantasy
- Moja ocena: 7,5/10
Prythian z trudem odbudowuje się po wyniszczającej wojnie z Hybernią, ale nad światem Fae wciąż wiszą nowe, niebezpieczne groźby. Nesta Archeron, nie potrafiąc poradzić sobie z powojenną traumą i własną, niechcianą przemianą, zatraca się w samozagładzie. Zmuszona przez najbliższych do zmiany swojego dotychczasowego życia, trafia pod opiekę Cassiana – dowódcy wojsk Dworu Nocy. Podczas gdy między tą dwójką wybuchają dawne spory i tłumione emocje, na horyzoncie pojawia się mroczne zagrożenie związane z legendarnymi Skarbami Grozy i niebezpiecznymi sojuszami. To opowieść o wychodzeniu z najgłębszego mroku, konfrontacji z własnymi demonami i walce o odzyskanie kontroli nad włanym losem.
Przejście od historii Feyry i Rhysanda do Nesty i Cassiana okazało się strzałem w dziesiątkę. To fantastyczny krok ze strony autorki, że nie ciągnęła na siłę ich perspektywy jako głównych bohaterów- ich wątek schodzi na drugi plan i stają się postaciami pobocznymi, dzięki czemu na pierwszy plan mogli wreszcie wejść ci, wokół których narosło mnóstwo pytań. A wątków do pociągnięcia jest całe mnóstwo: świat po zburzeniu Muru wymaga przecież ponownego poukładania, a w tle wciąż wiszą nierozwiązane sprawy z Bryaxis, Lucienem, Erisem, Kościejem czy królową Briallyn.
To, jak autorka poprowadziła postać Nesty, zasługuje na najwyższe uznanie. Maas po raz kolejny udowadnia, że nie potrafi tworzyć płytkich bohaterów – każdy z nich ma swoją własną, poruszającą głębię i własną historię do opowiedzenia. Droga Nesty jest jednak wyjątkowo surowa i prawdziwa. Widzimy tu niezwykle realistyczny obraz osoby zmagającej się z głęboką depresją po traumatycznej stracie ojca i drastycznej, niechcianej przemianie w Fae wysokiego rodu. Autorka genialnie pokazuje, że wychodzenie z dołka nie jest prostą, usłaną sukcesami ścieżką – to ciągłe wzloty i upadki, które są absolutnie naturalnym etapem leczenia ran. Sam początek powieści, gdy rodzina stawia jej twarde ultimatum i każe wziąć się w garść, był dla mnie wyjątkowo ciężki do przebrnięcia, Z drugiej strony uważam, że nawet takie trudne fragmenty są w książkach niezbędne, by w pełni zrozumieć i docenić długą drogę, jaką ta postać przeszła i jeszcze przejdzie.
Niezwykle ciekawie wypada też dynamika relacji głównej pary. Podoba mi się, że chociaż Cassian ma w pewien sposób zaopiekować się Nestą, nie próbuje on rozwiązywać problemów za nią. Generał nie wchodzi w rolę wybawiciela na siłę, lecz staje się dla niej prawdziwym wsparciem i opoką. Z kolei Rhysand wyrasta tu na najbardziej irytującą postać poboczną – jego zaborczość oraz wręcz uderzająca nienawiść do Nesty były momentami trudne do przełknięcia.
Akcja książki wyraźnie przyspiesza gdzieś od połowy – w czym ogromna zasługa wprowadzenia wątku poszukiwania mrocznych i niezwykle niebezpiecznych Skarbów Grozy, które potężnie podkręcają atmosferę zagrożenia. Choć całościowo nie jest to jeszcze poziom trzymania w napięciu z pierwszych trzech tomów i w bezpośredni porównaniu uważam tę część za nieco słabszą, to sam motyw owianych tajemnicą artefaktów zdecydowanie daje radę i wciąga. Przekonajcie się sami [w tym miejscu].
„-Poprowadzę cię tą drogą – szepnął. – Po prostu mnie nie odpychaj. Jeśli chcesz jeszcze przez tydzień wędrować w ciszy, w porządku. Pod warunkiem, że w końcu do mnie przemówisz.”
Dodaj komentarz