
Dwa tomy, powracające schematy i romans, który wciąż szuka swojego głosu. ” Brimstone” od Callie Hart to kontynuacja „Quicksilver”, po którą sięgałam z dużą rezerwą. Czy drugi tom mrocznej serii fantasy zdołał naprawić grzechy, czy po raz kolejny utknęliśmy w cieniu obcych inspiracji?
- Tytuł: Brimstone
- Autor: Callie Hart
- Gatunek: Romantasy
- Moja ocena: 7/10
„Brimstone” kontynuuje mroczną i skomplikowaną historię rozpoczętą w „Quicksilver”. Stawka rośnie, a konsekwencje wcześniejszych decyzji zaczynają zbierać krwawe żniwo. Saeris i Kingfisheer muszą zmierzyć się nie tylko z rosnącym zagrożeniem i niebezpiecznymi układami, ale też z własną relacją i niepewną przyszłością. Gdy granica między wrogiem a sojusznikiem zaczyna się zacierać, na jaw wychodzą nowe fakty, które mogą zmienić układ sił w tym świecie.
Po pełnym rezerwy odbiorze pierwszego tomu, do „Brimstone” podchodziłam z umiarkowanym optymizmem, ale też ze sporymi wymaganiami. Po cichu liczyłam na to, że Callie Hart wreszcie wyjdzie z cienia Sarah J. Maas i zaserwuje nam coś, co wyrwie mnie z kapci. Jak wyszło w praktyce? To historia dwóch połówek – jednej trudnej do przełknięcia i drugiej, która wreszcie daje nadzieję na świetną serię.
Zacznijmy od tego, co wciąż kulawym krokiem ciągnie się za tą historią – od wątku romantycznego. Jeśli mam być szczera: ja wciąż nie czuję tej właściwej, elektryzującej chemii między Kingfisherem a Saeris. Owszem, jest może minimalnie lepiej niż w pierwszym tomie, ale ich interakcje dynamicznie uciekają w mocno … kumpelski vibe. Zamiast płomiennego uczucia i napięcia rodem z najlepszych romantasy, dostajemy relację, w której dialogi potrafią być momentami po prostu cringowe. Co zabawne (i nieco zatrważające), znacznie więcej specyficznej, mrocznej chemii i napięcia czułam już w tej dziwnej, skomplikowanej znajomości Kingfishera z Carrionem niż w głównym romansie.
Dodatkowo, choć styl autorki jest lekki, przyjemny i książkę pochłania się błyskawicznie, zaciągnięcia z prozy Maas wciąż są dostrzegalne i rzucają się w oczy. Jednak od połowy książki dzieje się coś przełomowego. Fabuła w końcu łapie odpowiedni rytm i zaczyna mieć w sobie „to coś”. Callie Hart wreszcie wprowadza więcej autorskiej oryginalności, a akcja zagęszcza się z rozdziału na rozdział. Pojawia się autentyczne, duszne napięcie i ciekawość co zaraz się wydarzy i przez jakie piekło będą musieli jeszcze przejść bohaterowie. Zamiast przewracania stron z pobłażliwym uśmiechem, zaczęłam czytać z prawdziwym, żywym zainteresowaniem.
A sama końcówka? Ekstra. Finał trzyma w ogromnym napięciu, a cliffhanger jest z gatunku tych, po których człowiek ma ochotę natychmiast sięgnąć po kolejny tom. Zostajemy z dręczącym pytaniem „co dalej?” i ogromnym apetytem na więcej.
„Brimstone” to książka wyraźnego postępu. Jeśli autorka w trzecim tomie utrzyma poziom drugiej połowy tej powieści – albo pójdzie jeszcze krok dalej w stronę mroku i oryginalności – ta seria naprawdę ma szansę stać się pozycją wartą polecenia. Na razie wciąż kuleje romans, ale fabularnie zaczyna się robić naprawdę gorąco! Przekonajcie się sami klikając [w tym miejscu].
„Gdyby mógł, podjąłby dziesiątki innych decyzji. Cofnąłby wiele podłych słów. Znając konsekwencje swoich działań, zmieniłby ich tysiące. Niemniej bezcelowe było patrzenie wstecz i pragnienie zmiany przeszłości.”
Dodaj komentarz