Złamane serce, wojna wisząca na włosku i uzdrowienie- „Dwór mgieł i furii”

Autor:

w

Powrót do świata Prythianu zmienia absolutnie wszystko. „Dwór mgieł i furii” Sarah J. Maas to nie jest po prostu zwykła kontynuacja, ale mistrzowska lekcja o traumie, pozorach i cenie, jaką płaci się za wolność. Czy piękna fasada potrafi ukryć potwora, a mroczna maska najczystsze serce?

  • Tytuł: Dwór mgieł i furii”
  • Autor: Sarah J. Maas
  • Gatunek: Romantasy
  • Moja ocena: 9/10

Feyra przetrwała piekło Pod Górą, ale ceną za ocalenie królestwa i ukochanego stała się jej własna śmiertelność. Choć powróciła do Dworu Wiosny jako potężna Fae, jej dusza jest pocharatana przez traumy i poczucie winy. Zaplanowany ślub i pozorna stabilizacja u boku Tamlina szybko zmieniają się w duszną, złotą klatkę. Gdy zbliża się moment spełnienia paktu zawartego z Rhysandem – mrocznym i niebezpiecznym Władcą Dworu Nocy – Feyra musi opuścić bezpieczne mury. Nie wie jeszcze, że krok w stronę ciemności zmusi ją do zweryfikowania wszystkiego, w co dotąd wierzyła, a prawdziwe zagrożenie dla świata dopiero nadciąga.

Jeśli po pierwszym tomie myśleliście, że wiecie już wszystko o bohaterach, to ta część całkowicie zdemoluje Wasze postrzeganie całej historii. Maas zaserwowała nam powieść, od której po prostu nie sposób się oderwać, a jej styl jest lekki i płynny, że czyta się ją z zapartym tchem, kartkując kolejne strony w palącym pragnieniu dowiedzenia się, co się wydarzy dalej.

Najpotężniejszym punktem te powieści jest niesamowicie dojrzałe, psychologiczne podejście do traumy po wydarzeniach Pod Górą, a zderzenie postawy Tamlina i Rhysanda to po prostu mistrzostwo świata. Tamlin staje się tu wyjątkowo irytującą postacią, która całkowicie ignoruje to, przez jakie piekło przeszła Feyra i jak bardzo tragedia ją zmieniła. Traktuje ją jak marionetkę mającą bez słowa wykonywać jego wolę, grając z nią w denerwującą, psychologiczną grę. Kreuje się przed światem na szlachetnego i dobrego, podczas gdy w rzeczywistości okazuje się brutalem zamykającym swoją ukochaną w „złotej klatce”. Autorka genialnie pokazuje na jego przykładzie, jak człowiek owładnięty obsesją potrafi posunąć się do granic przyzwoitości, a nawet bezczelnie je przekroczyć, byle tylko zdobyć to, czego nie może dostać polubownie. U jego boku Feyra po prostu więdła, pozbawiona własnego głosu.

I wtedy na scenę wkracza Rhysand. To postać, która udowadnia, że nie wolno nikogo oceniać po masce, jaką nakłada na potrzeby przetrwania. Rhys świadomie pokazuje światu mroczną stronę, by za wszelką cenę chronić swój lud i najbliższych, ale to właśnie ten rzekomy brutal ma w rzeczywistości najczystsze serce. Od samego początku daje Feyrze wolną wolę oraz swobodę wyboru. Nawet na samym początku, gdy bohaterka jeszcze go nienawidzi, między tą dwójką od razu czuć potężną, wręcz elektryzującą chemię. To, jak Rhysand próbuje ją prowokować, denerwować i przekomarzać się z nią tylko po to, by wyciągnąć ją z najmroczniejszych zakamarków traumy, sprawia, że czytelnik po prostu nie potrafi się nie zaśmiać. On nie udaje, że tragedia się nie wydarzyła. Słucha jej, chce jej naprawdę pomóc i zadbać o nią bez odbierania jej autonomii, nie pozwalając przy tym, by całkowicie pochłonęła ją apatia.

Warsztatowo Maas po raz kolejny rozbiła bank. Genialnie przemyca nawiązania do stosunkowo niepozornych elementów fabuły z pierwszego tomu, by po czasie rzucić nas na kolana odkryciem, że przecież już zdradziła nam istotne informacje o wiele wcześniej. Rozterki bohaterów są rozpisane w tak głęboki sposób, że bez problemu wczuwamy się w ich stan psychiczny i współodczuwamy ich ból czy radość. Z kolei opisy walk zostały skonstruowane niezwykle obrazowo i szczegółowo – bez traktowania ich po łebkach – dzięki czemu podczas lektury ma się autentyczne wrażenie przebywania w samym środku starcia.

Samo zakończenie jest po prostu genialne. Finał trzyma w tak potwornym napięciu, że na koniec opada szczęka, a w głowie zostaje tylko jedna myśl: „muszę natychmiast sięgnąć po kolejny tom”. „Dwór mgieł i furii” to majstersztyk w swoim gatunku – opowieść o tym, jak toksyczne środowisko potrafi niszczyć człowieka od środka i jak prawdziwa akceptacja pozwala narodzić się na nowo. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Przekonajcie się sami, że warto przeczytać [w tym miejscu].

„- To tym ci tak zalazłam za skórę? Że się odcięłam? Czy też, że Tarquin z taką łatwością się do mnie zbliżył?

-Zalazłaś mi za skórę tym – powiedział Rhys, oddychając nieco nierówno – że się do niego uśmiechnęłaś.

Reszta świata rozmyła się w mgłę, gdy jego ostanie słowa powoli do mnie docierały.

– Jesteś zazdrosny.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *