Smoki, tajemnice i miłość- „Fourth Wing”

Autor:

w

Są takie książki, po lekturze których człowiek siedzi w całkowitym oszołomieniu i po prostu nie wie, jak wrócić do rzeczywistości. „Fourth Wing” Rebecci Yarros to absolutna petarda i światowy fenomen romantasy, który dosłownie powalił mnie na kolana. Czy powieść o brutalnej akademii jeźdźców smoków rzeczywiście zasługuje na cały ten zachwyt?

  • Tytuł: Fourth Wing
  • Autor: Rebecca Yarros
  • Gatunek: Romantasy
  • Moja ocena: 13/10

Dwudziestoletnia Violet Sorrengail miała spędzić życie wśród zakurzonych ksiąg w Kwadrancie Skrybów. Wszelkie plany niszczy jednak jej matka – surowa generał i bohaterka wojenna – która rozkazuje dziewczynie dołączyć do Kwadrantu Jeźdźców Smoków. W świecie, gdzie smoki nie wiążą się z „wątłymi” ludźmi, a jedynie ich palą, a inni kadeci są gotowi zabić Violet tylko ze względu na nazwisko jej matki, przetrwanie wydaje się niemożliwe. Wyjątkowo niebezpieczny okazuje się Xaden Riorson – bezwzględny i potężny dowódca skrzydła. Aby przeżyć, Violet musi wykorzystać cały swój spryt i wolę walki, zanim dopadnie ją wojna lub własne słabości.

Rebecca Yarros okazała się prawdziwym geniuszem gatunku romantasy – szczerze mówiąc, tak genialnej książki jeszcze w swoim życiu nie czytałam. Stworzony przez nią świat jest niezwykle oryginalny i dopracowany. Nie mamy tu do czynienia z banalnie prostą fabuła, ale równocześnie historia nie jest przekomplikowana na tyle, by czytelnik pogubił się w zasadach tego świata. Początek – jak to zwykle bywa przy wprowadzaniu w nowe uniwersum – potrafi momentami troszkę nużyć, ale tutaj i tak wypada to bardzo dobrze. Od pierwszej strony z niecierpliwością wyczekiwałam, czy Violet w ogóle przetrwa i czy jej misja się powiedzie. Napięcie budowane z biegiem fabuły momentami staje się wręcz nie do wytrzymania!

Autorka genialnie wykreowała postać głównej protagonistki. Violet pokazuje, że nawet chorowite osoby, zmagające się z własnymi ograniczeniami i słabościami ciała, mogą odnaleźć w sobie niesamowitą, wręcz gigantyczną siłę do walki. Ogromny plus dla Yarros za to, że nie robi z niej niepokonanej heroiny na siłę – mimo ciężkich treningów i wylewania siódmych potów, jej dolegliwości ciągle tam są, co czyni ją potwornie ludzką i wiarygodną. Co więcej – w końcu natrafiłam na postać kobiecą w fantasy, która mimo głębokich uczuć do płci przeciwnej, potrafi zadbać o własne uczucia, myśleć trzeźwo i twardo postawić granice! Co prawda na samym początku, gdy zrozumiała swoje uczucia względem Xadena, wydawała mi się odrobinę desperatką, ale ich relacja rozwija się w fantastycznym kierunku.

Główny motyw enemies-to-lovers został tutaj rozegrany po prostu genialnie. Fakt, że Xaden jest synem zdrajcy, a matka Violet to surowy generał, stawia ich w kompletnie beznadziejnej sytuacji. Obserwowanie, jak ta dwójka powoli odnajduje siebie nawzajem w świecie, gdzie z założenia powinni się nienawidzić i walczyć o przetrwanie, niesamowicie wciąga. Chemia między nimi dosłownie powoduje iskry w powietrzu. Uwielbiam postać Xadena – z jednej strony jest niezwykle tajemniczy i głęboko zamknięty w sobie, a z drugiej bezgranicznie troskliwy i kochający. Kiedy pod sam koniec książki dostajemy możliwość przeczytania fragmentu z jego punktu widzenia, cieszyłam się jak mała dziewczynka. Myślę, że każda kobieta chciałaby mieć wgląd w myśli swojego faceta – zwłaszcza jeśli chodzi o jego uczucia!

Xaden tworzy też potężny kontrast dla Daina, który strasznie mnie irytował przez całą powieść. Był niesamowicie zapatrzony we własny czubek nosa i w ogóle nie słuchał Violet ani nie wierzył w jej możliwości. Xaden za to pchał ją do rozwoju i widział w niej prawdziwą siłę.

Relacja Violet ze smokami – Tairnem i Andarną – to kolejny absolutny hit tej powieści. Są po prostu rozbrajająco zabawni, a momentami śmiałam się do rozpuku z tego, jak bezczelnie sobie dogryzają. Tairn na swój sposób jest dla niej jak ojciec, natomiast Andarna jest po prostu tak przeurocza, że nie da się jej nie pokochać od pierwszej sekundy.

Gdy dochodzi do starć, opis bitew jest tak realistyczny, że miałam wrażenie, jakbym sama brała w nich udział. Na finałowej bitwie wręcz się popłakałam przytłoczona emocjami, a sama końcówka wprawiła mnie w totalny szok – moje serce dosłownie zgubiło kilka uderzeń! To książka, która zostawia w głowie ślad na bardzo długo. Koniecznie musicie ją przeczytać [w tym miejscu].

„To był… zaszczyt.”

„Wystarczy tylko jedno zdesperowane pokolenie, by zmienić bieg historii… a nawet ją wymazać.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *