Veniny, smoki i walka o przetrwanie – „Onyx Storm”

Autor:

w

Czy po emocjonalnym trzęsieniu ziemi z po poprzednich tomów Rebecca Yarros była w stanie unieść poprzeczkę jeszcze wyżej? „Onyx Storm” to książka, na którą wszyscy czekaliśmy z zapartym tchem – pełna gęstniejących sekretów, politycznych roszad i uczucia, które musi przetrwać najcięższą próbę.

  • Tytuł: Onyx Storm
  • Autor: Rebecca Yarros
  • Gatunek: Romantasy
  • Moja ocena:11/10

Zagrożenie dla królestwa przybiera na sile, a dostępna dotąd wiedza przestaje wystarczać. Violet Sorrengail musi wznieść się na wyżyny swoich możliwości, nawigując między śmiertelnie niebezpiecznymi starciami a bezwzględną polityczną grą, w której każdy ma własny ukryty interes. W świecie, gdzie dawni wrogowie mogą stać się jedynymi sojusznikami, magia wymyka się spod znanych dotąd reguł, a sekrety najbliższych osób zaczynają ciążyć bardziej niż kiedykolwiek, stawka rośnie z każdym dniem . Relacje zostają poddane ostatecznej próbie, a Violet i jej towarzysze muszą zdecydować, ile są w stanie poświęcić, by powstrzymać nadciągający mrok. „Onyx Storm”to porywająca, pełna napięcia opowieść o lojalności, politycznych intrygach i walce, w której cena zwycięstwa może okazać się zbyt wysoka.

Jeśli myśleliście, że Rebecca Yarros wyczerpała już swój limit zwrotów akcji i tajemnic, to „Onyx Storm” wyprowadzi Was z błędu. Ta książka to prawdziwy majstersztyk, jeśli chodzi o budowanie napięcia i prowadzenie wielowątkowej historii. Autorka doskonale wie, jak hodować sekrety – tajemnice gonią tu kolejne tajemnice, ale nie jest to zrobione w sposób przytłaczający. Kiedy akcja zwalnia i następuje moment wyciszenia, wcale nie czuć nudy. Yarros robi to tak płynnie, że przez każdy rozdział przechodzi się z niesłabnącą ciekawością, a co najważniejsze – nawet skomplikowane rozgrywki polityczne są tu napisane w sposób fascynujący i dynamiczny. Ogromnym plusem tego tomu jest rozwinięcie i pogłębienie samego systemu magicznego. Sposób, w jaki opisano działanie magii, zaintrygował mnie bez reszty – fakt, że nie działa ona wszędzie tak samo, a znane nam już z drugiego tomu runy zyskują tu większe znaczenie, nadaje całemu światu niesamowitej świeżości i głębi.

Dynamika między bohaterami w tym tomie wchodzi na zupełnie nowy poziom intensywności. Relacja Xadena i Violet jest absolutnie niesamowita – mimo że przez przeważającą część czasu są skazani na przymusową rozłąkę, napięcie i iskry między nimi niemal wypalają strony. Czuć z każdego rozdziału, jak niemiłosiernie się kochają i jak zdeterminowani są, by walczyć o drugą osobę za wszelką cenę. To już nie jest zwykła przygoda czy nastoletnie dramaty, ale dramatyczny wyścig z czasem, w którym jedno za wszelką cenę próbuje uratować drugie. Równowagą dla tego ciężkiego napięcia są ich drobne, codzienne interakcje, gdy już uda im się spotkać. Zazdrosny Xaden potrafi być niemożliwie zabawny, a jego spięcia z Haldenem ciągle wywoływały u mnie niekontrolowany śmiech. Oczywiście patrząc na to z boku, w obliczu śmiertelnego zagrożenia i wojennej zawieruchy ta ich męska rywalizacja i docinki momentami trąciły dziecięcą głupotą…. ale powiedzmy sobie szczerze: kto z miłości nie głupieje?

Równie fascynująco wypada wątek samych smoków i magii, który w tym tomie otwiera zupełnie nowe możliwości. Jestem wręcz zaintrygowana tym, dokąd zmierza historia Andarny – autorka stworzyła pod nią tak niezwykły fundament, że może rozwinąć ten wątek w absolutnie genialnym, niespodziewanym kierunku. Z ogromną fascynacją i ciarkami na plecach śledziłam też relacje bohaterów z ich smokami. Dużo sprzecznych uczuć wywoływała relacja Xadena ze Sgael – w tej części praktycznie jej nie było i pod kątem czytelniczym wywołało to we mnie pewien niedosyt. Z drugiej strony, patrząc na to, co wydarzyło się na koniec drugiego tomu, postawę Sgael można w pełni zrozumieć i uzasadnić.

Z kolei od strony relacji ludzkich autorka mocno serwuje nam niedopowiedzenia wokół postaci drugoplanowych. Cała ta aura tajemniczości krążąca wokół Garricka, a po samym finale również wokół Bodhiego, potrafi dobijać. Człowiek siedzi nad stronami i zachodzi w głowę, czy któryś z nich stał się Veninem, czy po prostu mają do odegrania jakąś kluczową rolę w nadchodzącym starciu. Jedynym moim realnym zarzutem do konstrukcji książki jest ograniczenie perspektywy. Uwielbiam znać punkt widzenia różnych postaci na te same wydarzenia, dlatego ogromnie żałuję, że możliwość spojrzenia na akcję z innych stron dostajemy dopiero na samym końcu. Aż prosiło się, by dać innym bohaterom więcej przestrzeni w trakcie trwania całej powieści!

Mimo tego drobnego niedosytu, „Onyx Storm” uważam za najlepszą i najbardziej dojrzałą część. Zwieńczenie historii i cliffhanger to po prostu absolutna masakra emocjonalna. Zostałam z gigantycznym niedosytem i w tym momencie, jedyne, o czym marzę, to dorwać w ręce kontynuację i dowiedzieć się co będzie dalej! Przekonajcie się sami [w tym miejscu].

„Jesteś jedyną osobą na świecie, która potrafi pozbawić mnie wszelkiej kontroli i jedyną, przy której nawet nie chcę sobie wyobrazić, że ją tracę.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *