
Świat oszalał na punkcie „Quicksilvera” autorstwa Callie Hart, ale czy ta książka naprawdę jest tak przełomowa, jak twierdzą booktokerki? Mroczny świat fae, magia i śmiertelnie niebezpieczne intrygi – brzmi jak przepis na idealne romantasy. Jednak po lekturze mam niezwykle mieszane odczucia. Czy uległam instagramowej modzie, czy może dostałam tylko… kolejną kopię znanych hitów?
- Tytuł: Quicksilver
- Autor: Callie Hart
- Gatunek: Romantasy
- Moja ocena: 4,5/10
Callie Hart zabiera nas do niebezpiecznego świata fae, gdzie magia miesza się z bezwzględną walką o przetrwanie i politycznymi spiskami. To opowieść o sekretach, lojalności i przekraczaniu granic w świecie, gdzie nikomu nie można ufać. Czy nowo powstałe przymierze zdoła przetrwać, gdy na szali leżą losy królestwa, a przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć? Poznaj historię, która oczarowała czytelników na całym świecie!
Kiedy jakaś książka opanowuje całe media społecznościowe, podchodzę do niej z ogromną ekscytacją, ale i lekkim dystansem. Tak samo było z „Quicksilver” od Callie Hart. Obietnica mrocznego świata fae, intrygującej magii i klimatu, który ma nas całkowicie pochłonąć, sprawiła, że musiałam po nią sięgnąć. I muszę przyznać jedno – ta historia niesamowicie mocno mnie podzieliła.
Zacznijmy od tego co wyszło świetnie: sam pomysł na fabułę jest naprawdę obiecujący. Autorka stworzyła fundamenty pod uniwersum, które ma ogromny, wręcz gigantyczny potencjał na kolejne tomy. Polityczne gierki, mroczna atmosfera i zasady rządzące tym światem potrafią wciągnąć i sprawić, że chce się wiedzieć więcej. Jako czyste fantasy, ta książka broni się naprawdę dobrze. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zaczynamy drapać pod powierzchnią.
Przede wszystkim oryginalność, a raczej jej brak. Podczas czytania niemal bez przerwy miałam z tyłu głowy jedną myśl: „gdzieś to już czytałam”. Inspiracje absolutnymi hitami od Sarah J. Maas są tutaj tak uderzające i tak mocno rzucają się w oczy, że momentami trudno było mi przymknąć na to oko. Jeśli Callie Hart chce utrzymać nas przy tej serii na dłużej, w kolejnych częściach musi postawić na własną tożsamość, zamiast odtwarzać schematy, które wszyscy już doskonale znamy.
Drugi zarzut to dla mnie absolutny cios w serce każdego fana romantasy: romans w tej książce po prostu kuleje. Między głównymi bohaterami kompletnie nie poczułam chemii. Zabrakło tych elektryzujących iskier, napięcia, które sprawia, że przewracamy strony z zapartym tchem, i tej magnetycznej więzi, która powinna spajać cała tę historię. Bez tego kluczowego elementu cała relacja wydała mi się po prostu płaska.
„Quicksilver” to książka z ogromnym, niewykorzystanym potencjałem. To świetne fanstasy z ciekawym pomysłem na fabułę, ale niestety dość słabe romantasy. Jeśli przymkniecie oko na rzucające się w oczy kopie z książek Maas i nie nastawicie się na porywający wątek miłosny – możecie się przy tym całkiem dobrze bawić. Ja jednak czuję spory niedosyt i mam nadzieję, że w kolejnym tomie autorka rozwinie skrzydła. Jeśli chcecie przekonać się sami to sprawdźcie [w tym miejscu].
” Niekiedy, aby uniknąć poważniejszego bólu, musimy znieść mniejszy, który musi ktoś zadać.”
Dodaj komentarz