
Szukacie mrocznego, brutalnego dark fantasy, w którym aniołowie nie mają nic wspólnego z bezgrzesznymi istotami, a świat jest surowy, krwawy i skąpany w odcieniach szarości? Zbiorcze wydanie „Kronik krwi i mroku” Katarzyny Wycisk to lektura, która wciąga bez reszty, zachwyca złożonością świata i serwuje niezwykle dojrzały slow burn. Czy jednak to dopracowane, obfite w brutalne walki tomiszcze przynosi w finale w pełni satysfakcjonujące zwieńczenie losów bohaterów?
- Tytuł: Kroniki krwi i mroku
- Autor: Katarzyna Wycisk
- Gatunek: Dark fantasy (18+)!
- Moja ocena: 7,5/10
Ograniczony do trzech surowych wysp świat Alaris to miejsce, w którym przetrwanie wymaga najwyższej ceny, a przymierza tworzy się we krwi. W krainie zamieszkanej przez mroczne stworzenia i anioły, których intencje dalekie są od szlachetności, Moon musi stawić czoła przeszłości i sekretom, które mogą zmienić układ sił. Gdy na jej drodze staje Drake – tajemniczy, nieustępliwy wojownik – oboje zostają wciągnięci w wir wydarzeń, w których nie ma miejsca na błędy. ” Kroniki krwi i mroku” to potężna, brutalna i pełna emocjonalnego napięcia opowieść o przetrwaniu, przeznaczeniu i walce z mrokiem, który kryje się zarówno w świecie zewnętrznym, jak i w ludzkich sercach.
„Kroniki krwi i mroku” to powieść, która od pierwszych stron zaskakuje rozmachem i bezlitosną surowością. Kreacja świata zamkniętego na zaledwie trzech wyspach budzi natychmiastowe skojarzenia z klimatem postapokaliptycznym – jest niebezpiecznie, brutalnie i nieustannie czuć w powietrzu gęstniejący mrok. Autorka wykreowała fenomenalną faunę i florę tego świata, gdzie absolutnie nic nie jest czarno- białe. Im głębiej wchodzimy w historię tutejszych stworzeń, tym lepiej rozumiemy ich motywacje i mechanizmy przetrwania. Doskonałym posunięcięm było też przedstawienie aniołów – zapomnijcie o łagodnych, świetlistych istotach. Tutaj to postacie pełne skaz, bezwzględne i nie mające z tradycyjnymi wyobrażeniami absolutnie nic wspólnego, co daje powiew ogromnej świeżości w gatunku.
Warstwa fabularna prowadzi nas przez niesamowicie krwawe, detaliczne i efektowne opisy starć – odcinane kończyny i drastyczne sceny walk nadają całości prawdziwego ciężaru dark fantasy. Mimo iż tempo akcji bywa skrajnie dynamiczne, a autorka narzuca szybki rytm prowadzenia wydarzeń, nie odczuwa się tego jako wady. To po prostu cecha jej porywającego stylu. Choć początkowo pojawia się pewien niedosyt szczegółów i skłonność do niedopowiedzeń, z czasem wszystko układa się w logiczną całość i nabiera głębokiego sensu. Ogromną zaletą jest tu oddanie głosu nie tylko głównym postaciom, ale i bohaterom drugo- czy trzecioplanowym. Zmiana perspektyw pozwala spojrzeć na konflikt z wielu stron i wyrobić sobie własne zdanie. Co ciekawe, moją absolutną faworytką okazała się Lavena- postać, która przez większość czasu mnie irytowała jako rozpuszczona trzpiotka, przeszła najbardziej satysfakcjonującą, niesamowitą drogę ku zmianie, przełamując własne demony.
Na osobne wyróżnienie zasługuje relacja między Moon a Drakiem. Ich ponowne spotkanie w lesie natychmiast generuje wyczuwalną chemię, ale autorka dawkuje to uczucie z niezwykłą wyrozumiałością. To typowy, mistrzowsko poprowadzony slow burn, w którym napięcie przypomina wręcz pradawne, nieuchronne przyciąganie. Nie ma tu natychmiastowego, buchającego ognia – jest za to głębokie, dojrzałe połączenie dwóch skomplikowanych dusz, z których każda skrywa pod pancerzem własne tajemnice i ból. Przez całą lekturę razem z bohaterami przeżywamy ich rozterki, cierpienia i rzadkie chwile radości.
Niestety, największy zgrzyt tej monumentalnej historii nadszedł dla mnie w samym finale. Po setkach stron budowania napięcia, krwawych bitwach i emocjonalnym wyczekiwaniu na ostateczne domknięcie losów postaci, zwieńczenie całej opowieści pozostawiło we mnie ogromne poczucie zawodu. Finałowe starcia są co prawda widowiskowe, jednak sposób, w jaki autorka poprowadziła rozwiązanie wątków bohaterów, zderza czytelnika z dużym niedosytem i pytanie: „Serio? To na prawdę tak ma się skończyć?”. Mimo tego gorzkiego posmaku na samej mecie, „Kroniki krwi i mroku” pozostają rewelacyjnie napisaną, wartką i niezwykle klimatyczną serią, po którą każdy miłośnik fantasy powinien sięgnąć bez wahania [w tym miejscu].
„Bycie zapomnianym (…) potrafi wypaczyć nawet najczystsze wspomnienie.”









Dodaj komentarz