Obsesja, brutalność i trigger warnings – „Little Stranger”(18+)

Autor:

w

Sięgając po „Little Stranger” Leigh Rivers, trzeba mieć świadomość, na co się pisze. To nie jest zwykły mroczny romans z dreszczykiem – to skrajny, bezkompromisowy taboo romance, który od pierwszych stron wciąga w opowieść pełną obsesji, przemocy i zaburzeń psychicznych. Po zamknięciu tej książki zostałam z bardzo mieszanymi odczuciami. Książka zawiera wysoce kontrowersyjne i mroczne motywy. Pozycja wyłącznie dla pełnoletnich czytelników o bardzo mocnych nerwach.

  • Tytuł: Little Stranger
  • Autor: Leigh Rivers
  • Gatunek: taboo romans (18+)!
  • Moja ocena: 5,5/10

W świecie, w którym granice między opiekuńczością a niebezpieczną obsesją dawno uległy zatarciu, Olivia próbuje przetrwać w cieniu człowieka, który rości sobie do niej bezwzględne prawo. Malachi nie uznaje sprzeciwu, zasad ani moralności, a jego obecność w życiu dziewczyny przypomina tykającą bombę. Związani skomplikowaną przeszłością i wspólnym dachem nad głową, zostają wciągnięci w duszną relację, w której każde przekroczenie granicy niesie ze sobą nieodwracalne skutki. „Little Stranger” to skrajnie mroczna, pozbawiona hamulców opowieść o kontroli, psychicznych zaburzeniach i uzależnieniu, od którego nie ma ucieczki.

Mówiąc bez ogródek, „Little Stranger” to lektura powalona, mroczna i gęsta od patologii. Jeśli szukacie tu chociażby zalążka klasycznego romansu, uciekajcie jak najdalej. Historia skupia się niemal w całości na relacji Olivii i Malachiego, których związek opiera się na obsesji, kontroli i przekraczaniu kolejnych barier. Mamy tu do czynienia z wątkiem adoptowanego rodzeństwa, brakiem zgody na zbliżenia, przemocą fizyczną i narkotykami. Triggery nie pojawiają się tutaj jako chwilowy zabieg fabularny, a towarzyszą nam nieustannie do ostatniej strony.

Początkowo ta skrajność wywołuje po prostu czytelnicze zniesmaczenie. Czołgając się przez kolejne rozdziały, trudno nie zadać sobie pytania, czy autorka nie serwuje nam czystej, pozbawionej sensu patologii nastawionej wyłącznie na szokowanie. Jednak patrząc na tę powieść chłodnym, krytycznym okiem, trudno odmówić jej gęstego, dusznego klimatu. Gdy słucha się podcastów z gatunku true crime, człowiek uświadamia sobie, że takie mechanizmy obsesji i zaburzeń dzieją się w rzeczywistości – a często bywają nawet gorsze. Leigh Rivers stworzyła mroczne studium niestabilności psychicznej, które choćby z tego powodu wymyka się tej najprostszej ocenie dobra i zła.

Samo zakończenie nie okazało się dla mnie zaskoczeniem – w pewnym stopniu spodziewałam się takiego domknięcia. „Little Stranger” nie jest książką słabą warsztatowo w swoim gatunku, ale jest pozycją potężnie trudną i obciążającą psychicznie. Autorka nie unormowała tego chaosu na siłę i nie próbowała udawać, że bohaterowie są bez skazy, za co należy się pewien plus.

To nie jest powieść, którą mogę z czystym sumieniem polecić komukolwiek bez wyraźnego zastrzeżenia. Jeśli decydujecie się na lekturę, robicie to na własną odpowiedzialność [w tym miejscu].

„Nigdy nie śpię. A teraz podaj mi, k**wa, dłoń.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *